Herbata, brzydki napój.

Kilka słów o herbacianej świadomości

Gdyby ktoś ponad rok temu, kiedy zaczynałem swoją przygodę z herbatą, zapytał co o niej wiem, nie skłamałbym, jeślibym powiedział, że nic. Minęło trochę czasu, nabrałem wiedzy i doświadczenia, jednak cały czas się uczę. Prawdopodobnie, ten proces nigdy się nie skończy, bo monopolu na wiedzę mieć nie można. Mimo to, zagadnienia typu fair trade, czyli uczciwego handlu były jednak bliskie mojemu sercu, co jak się okazało później, było istotnie ważne w rozwoju mojej świadomości.

Coś, co urzekło mnie w herbacie od samego początku, oprócz mnogości rodzajów, smaków, ogromnej różnorodności, czy bogatej kultury, to element ludzki. Podczas picia naparu herbacianego możemy opowiadać o wielu rzeczach mniej lub bardziej poważnych, aromatach które czujemy, naczyniach z których pijemy lub o wspaniałych ogrodach z których pochodzi herbata. Nie zabraknie również miejsca dla tych, którzy chcą wypić ją w samotności, z ulubionego kubka, przy dobrej książce, bądź zwyczajnie pozostać z nią sam na sam. Jednak jakie to ma wszystko znaczenie, gdy nie ma w tym człowieka?

Herbatyzm pięknem herbaty

Pięknem herbaty jest dla mnie przede wszystkim to, że dzięki niej poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi. Zaczynając od tych związanych z branżą, poprzez nie zajmujących się herbatą w żadnym stopniu. Starych, młodych, kobiety, mężczyzn. Są to ludzie z różnych środowisk i światów, o odmiennych poglądach, różnym statusie społecznym. Co ich łączy? Herbata właśnie.

Dlaczego jednak poruszam w tytule kwestię brzydoty? Przecież ciągle mówię, że zależy mi na zwiększaniu świadomości na temat herbaty oraz, że chciałbym, aby Polacy wybierali lepsze produkty. Jak to zwykle bywa – medal ma dwie strony, a kij dwa końce. Podobnie jest z herbatą. Bo przecież to, czym się zajmuję to nie tylko piękne ogrody herbaciane, uśmiechnięte kobiety zrywające listki w tempie przyprawiającym o zawrót głowy, czy wspaniałe smaki i aromaty naparów. Herbata, to często coś czego nie widać na pierwszy rzut oka – ciężka harówa, od rana do wieczora.

Herbaciany biznes korporacyjny – gdzie tkwi problem?

Długo zastanawiałem się jak do tego tematu podejść, w końcu już raz na blogu pisałem o sytuacji w Kenii. Temat wrócił do mnie jak bumerang i solidnie uderzył w głowę, poddając pod wątpliwość moją świadomość na temat herbaty. Otóż, przeglądając jeden z moich ulubionych serwisów dotyczących fotografii (LensCulture.com), natknąłem się na pewien projekt, który jak się później okazało bardzo mocno dotyczy mnie osobiście, z trzech różnych względów. Fotografia, herbata, podróże.

Autor, Ashutosh Shaktan, mieszkający obecnie w Nowym Delhi w Indiach mówi:

Kiedy ktoś mówi o herbacie i ogrodach herbacianych, na myśl przychodzą obrazy bujnych, zielonych plantacji zapełnionych uśmiechniętymi pracownikami. Rzeczywiście, w ten sposób wielkie korporacje zwykły przedstawiać ogrody herbaciane światu zewnętrznemu.

Mój projekt daje inne spojrzenie, inną, ciemniejszą prawdę: o głodzie, niedożywieniu, epidemiach, handlu ludźmi, analfabetyzmie, przesądach i beznadziejności.

Jeszcze dosadniej o problemie mówią jego zdjęcia, które za zgodą Ashutosha umieszczam również poniżej. Ocenę pozostawiam Wam, mnie osobiście fotografie urzekły swą prawdziwością.

Bezrobotni pracownicy zamknętych ogrodów herbacianych, załadowują tira kamieniami.
Bezrobotni pracownicy zamkniętych ogrodów herbacianych często pracują jako zbieracze kamieni.
Tutaj, podczas załadunku samochodu ciężarowego z dolomitem, gdzieś w pobliżu granicy Indii i Bhutanu. © Ashutosh Shaktan
Niedożywiony, schorowany człowiek, czeka na syna siedząc na plastikowym krześle.
Birsa Oraon siedzi w swoim domu z obrzękiem twarzy i oczu. Czeka, aż na powrót syna. Birsa cierpi na poważne niedożywienie i inne nieznane choroby. Jedynym lekiem w jego domu jest „cofdex” – podstawowy syrop na kaszel. © Ashutosh Shaktan
Ciało byłego pracownika plantacji, który nie przeżył załamania nerwowego.
Ciało Arvinda Rai. Cierpiał na załamanie nerwowe. Zgony stały się tak częste we wsi, że pogrzeby stanowią część każdego dnia w życiu miejscowych. © Ashutosh Shaktan
Mężczyzna pokazuje zdjęcie córki, która została uprowadzona.
Shekhar Munda pokazuje zdjęcie paszportowe córki Reny Munda. Opuściła Bangalore sześć lat temu i nigdy nie wróciła. Dziewczyny z tego obszaru są łatwym łupem handlarzy. Handlarze wabią młode dziewczęta obietnicą lepszych miejsc pracy, a następnie zabierają je do miast takich jak Delhi, Bangalore, Bombaj, sprzedając je do dzielnic czerwonych latarni lub by służyły jako pokojówki. Według organizacji walki z handlem ludźmi w okolicy, tylko dwa z dziesięciu przypadków są zgłaszane. © Ashutosh Shaktan

Czy to nas dotyczy?

Co więc możemy zrobić my, konsumenci, do których trafia ostateczny produkt? Zastanówmy się przez chwilę sami. Czy mamy wpływ na to co się dzieje – nie tylko w Indiach? Wielu powie, że nie. Inni, że temat ich nie dotyczy, że głodujące dzieci mamy w Polsce, albo co nas obchodzą ludzie, żyjący tysiące kilometrów stąd? Jeszcze inni, to zwyczajnie zignorują. Z częścią o swoich własnych problemach, jeszcze mógłbym się zgodzić, ale czy sami robimy cokolwiek by nasze położenie zmienić? Czy uważamy, że wysyłając SMS o treści: POMAGAM, ratuję polskie dzieci przed ubóstwem?

Naturalnie, nikt nie jest ideałem, każdy robi tyle, ile uważa za stosowne, a ja nie jestem w tej kwestii żadną wyrocznią. Jednak moim zdaniem, dzięki takiemu podejściu, ciągle będziemy traktowani jako „Europa B”, rynek zbytu śmieci i resztek. Wbrew pozorom, możemy zmienić bardzo dużo, wszystko zależy od naszego zaangażowania. I nie chodzi mi jedynie o herbatę, bo choć jest coraz lepiej, nadal o wielu rzeczach nie mamy pojęcia.

Jak rozwiązać problem?

Problem „brzydkiej” herbaty jest bardzo złożony. Tego nie da się ukryć. Jednak wrzucanie wszystkich producentów herbaty do jednego wora może być bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe – czego chciałbym uniknąć. Są firmy, które nie tylko dbają o swoich pracowników, ale roztaczają wręcz nad nimi parasol – pokrywają koszty związane z edukacją dzieci, tworzą programy ochrony zwierząt i natury. Dostarczają darmowy prąd do mieszkań pracowników i pozwalają im na prowadzenie niewielkich działalności, aby mieli szansę poprawienia swojego bytu. Nie działoby się tak, gdyby nie fakt, iż to my właśnie kupujemy produkty i pozwalamy funkcjonować tym firmom rynku.

Moja rada? Uczmy się czym jest dobra herbata, jak ją parzyć, skąd pochodzi, jakie ma właściwości. Edukujmy siebie i bliskich i wybierajmy produkty świadomie. Podejdźmy do półki, przeczytajmy etykietę. Nie kierujmy się jedynie ładnym opakowaniem, czy zapachem. Zapytajmy sprzedawcę, co może powiedzieć nam o miejscu z którego pochodzi herbata. Nie rezygnujmy od razu z kupowania herbat w saszetkach, ale poszukajmy i doceńmy jednocześnie małych producentów. Dowiadujmy się, kim jest firma sprzedająca produkt, jak działają czy są to ludzie uczciwi, czy też nie. Zadajmy sobie odrobinę trudu. Bo zdejmując pewien produkt z półki dokonujemy wyboru. Za nim stoją ludzie, producenci, środowisko, a także my sami. Bądźmy mądrzy, wyedukowani i świadomi!

Cały cykl Ashuthosha znajdziecie pod adresem: https://www.lensculture.com/articles/ashutosh-shaktan-tea-the-ugly-beverage

Navigate
Dołącz do listy mailingowej i odbierz e-booka!"Sensoryka w herbacie - czyli procedura sensoryczna krok po kroku".

Dowiedz się jak zaparzyć herbatę, według opracowanej przeze mnie procedury sensorycznej, by za każdym razem umieć docenić jej wszystkie walory smakowe i zapachowe. 

Zapisz się, a otrzymasz praktycznego PDF'a - same konkrety, bez owijania w bawełnę, zero spamu!